C.D.
W drodze do domu widzisz na ulicy
człowieka który patrzy się na ciebie. Wiesz że to nic nadzwyczajnego bo w końcu
jesteś ładna zgrabna i w ogóle. Tylko ze on nie patrzy tak normalnie jak
facet na kobitę, albo jak się patrzy na zwykłego przechodnia. Ma przejmująco
- wnikliwy wzrok. Jakby cię znał i chciał sprawdzić co właśnie myślisz. To
okropne uczucie sprawia ze zapominasz o wszystkim. Nawet o tym ze stoisz
właśnie na światłach i blokujesz ruch. Kiedy reszta czeka aż ruszysz łaskawie
swój samochód ty zdezorientowana szukasz tego gościa którego spuściłaś na
chwile z oczu. Zniknął. W końcu odpuszczasz. Ale możesz przysiąc że nie był by
w stanie odejść daleko. Odwróciłaś się dosłownie na sekundę.
W nocy znów masz koszmar. Tym
razem nie Lucyfer jest bohaterem a nieznajomy z ulicy. Gapił się na ciebie całą
noc. A gdyby tego było mało kiedy już otworzyłaś oczy zobaczyłaś że
za pięć minut spóźnisz się do pracy. Jesteś świecie przekonana że nastawiłaś
budzik. Świetnie rozpoczęty dzień, nie ma co. Bieganie, szukanie, nawet na
śniadanie nie będziesz mieć czasu.
- Śniadanie!. - ktoś woła z
kuchni. Nie przypominasz sobie żebyś kogoś zapraszała wczoraj do siebie a
tym bardziej żeby ktoś mógł wejść rano do twojego domu. Zawsze
zamykasz wszystkie drzwi na klucz, z przyzwyczajenia łapiesz z a broń.
Idziesz ostrożnie w stronę swoje kuchni a tam Lucyfer smaży właśnie naleśnik.
Nie wiesz co bardziej cię szokuje. To że robi to jak zawodowiec czy to że robi
to w twojej kuchni?. Tak czy inaczej nie powinno go tu być.
- Ja się dostałeś do mojego domu?
- Przez drzwi. -odpowiada.
Kładzie przed tobą talerz. Te dwa naleśniki z brzoskwinia i borówka prezentują
się pysznie. - Spróbuj. Nie otruje cię - mówi gdy widzi twoje wahanie. -
Mam inne sposoby na powolną śmierć. - dodaje. Bierzesz pierwszy kęs i
czujesz niebo w ustach. Pyszne. Nigdy nie jadłaś lepszego. Kończysz śniadanie i
znów przypominasz sobie o pracy.
-Przez ciebie się spóźnię.
- Jess nie spiesz się.
Twój szef wyjechał na jakiś zjazd naczelników czy coś w tym stylu, pewnie
nieźle tam zabalują, znam takich. A po drugie dzwonił jakiś świadek i chce się
spotkać w swoim domu. - wyjaśnia ci spokojnie.
- Kiedy dzwonił? - nie dostałaś żadnej informacji.
- Kiedy dzwonił? - nie dostałaś żadnej informacji.
- Kiedy spałaś. Zaraz potem
zadzwonił ten beznadziejny budzik.
Pomijając fakt ze omal nie
zabiłaś Lucyfera za wyłączenie twojego budzika możesz powiedzieć ze sprawnie
opuściłaś swoje mieszkanie i jesteś w drodze do domu światka który podobno
widziała coś w sprawie Charlotte - córki aktora.
Mieszka w nieciekawej dzielnicy
ale nie boisz się bo to tutaj zaczynałaś. Światkiem okazała się staruszka która
była wtedy u wróżki, w domu naprzeciw zabito właśnie tą dziewczynę.
Niewiele pamięta, ale powiedziała że wróżka przerwała jej sesje bo
wyczuła złą energie. Nie do końca wiesz co to znaczy. Potem starsza pani
zaczęła karmić swojego kota i już nic więcej nie powiedziała. Wiec wciąż stoisz
w miejscu. Dziewczyna można powiedzieć z dobrego domu, miła atrakcyjna, zdolna,
zabita w taki sposób. Nie potrafisz wytypować kręgu podejrzanych. Kto mógł to
zrobić? Zazdrosna koleżanka -odpada. Porzucony chłopak - nic z tego. Ktoś z
kręgu jej ojca? Ale kto? Kto ma na tyle siły żeby rozerwać ludzkie ciało. To
coś innego. Wracasz na komendę. Może w papierach znajdziesz jakąś wskazówkę.
-Wiec, Jess dlaczego
chodziłaś do doktor Martin? –Lucyfer wyrywa cię z zamyślenia.
-A aa.. dlaczego o to pytasz?-
Nie będę się mu zwierzać.- Doktor Martin jest naprawdę wspaniała. Pomogła mi
zrozumieć w czym leży mój problem…
- Tak wiem ale jaki? – draży,
- To nie twoja sprawa. –
odpowiadasz chcąc zakończyć ten temat.
- Z twojej teczki wynika tylko ze
nie radziłaś sobie z….
- Czytałeś moje akta? – nie no
przesadził.
– Doktor Martin nie chciała mi
odpowiedzieć na pytanie wiec….
- Nie miałeś prawa. To prywatna
sprawa. Za kogo ty się masz?
-Za diabła. – jest bezczelny.
Zatrzymujesz się na poboczu i wysiadasz musisz odsapnąć. Jak masz pracować z
kimś kto szpieguje cię, chce wiedzieć „czym jesteś” i ma obsesje na tym
punkcie. – Jess dlaczego się złościsz?
- Naruszyłeś moją prywatność i
jeszcze pytasz? Co byś zrobił gdybym ja zaczęła szukać głębiej kim jesteś co
robisz w tym swoim klubie i dlaczego masz obsesje na moim punkcie. Co gdybym
szpiegowała cię, oskarżała zaglądała w życie prywatne bez twojej wiedzy?
Jeśli jesteś diabłem to wracaj do piekła a mnie zostaw w spokoju.
Nie rozumiesz jak mógł to zrobić?
Czujesz jakby cię zawiódł najlepszy przyjaciel. Ale wy nimi nie jesteście. Więc
dlaczego? Nie rozumiesz. Jedziesz w stronę biura. Na parkingu czeka stoi ten
facet. Tan sam który gapił się na ciebie na ulicy a potem znikną. Masz dojść
dziwnych sytuacji na dziś wiec idziesz szybko do niego żeby wyjaśnić czego chce.
-Hej! Kim jesteś? – pytasz
wysokiego czarnoskórego gościa. – Czego chcesz?
- To ty… - mówi to jakby cię znał. Robisz kilka kroków w tył. – Znalazłem… -milknie widząc twoją reakcję. – Wiem kto zabił tą biedna dziewczynę. – wyjaśnia. Oj to już inna historia. To cię interesuje nawet bardziej od tego kim jest.
- Mów.
- Powiem jeśli zrobisz coś dla
mnie? – Cholera co to ma być. Ale jeśli mówi prawdę… nie raz szłaś na układy.
- Najpierw powiedz kto potem mi powiesz co mam zrobić?
C.D.N.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz