wtorek, 13 czerwca 2017

"Pan Morningstar" #4

C.D.
 

Czekasz i czekasz a nieznajomy milczy. Czego się spodziewałaś? Że naprawdę coś wie? Że przyprowadzi ci winnego prosto do celi,  zakutego w kajdanki, z podpisanymi zeznaniami? Pobożne życzenia. Kiedy już masz się wycofać nieznajomy łapie twoją rękę. W tej właśnie chwili przed oczami staje ci obraz jakiejś bójki…  bitwy? Nie wiesz jak to nazwać. Stoisz z nieznajomy ramię w ramię w swojej dłoni masz miecz. Wielki i lśniący. Naprzeciw was jest kilkunastu innych typów i… mają skrzydła.  Odzyskujesz świadomość lecz wciąż jesteś w szoku. Co to było? Nieznajomy patrzy na ciebie jakby widział to samo co ty ale nie jest tym zaskoczony. Zaczynasz się bać. To przerasta twój światopogląd


- Sprawdź Natana, przyjaciela matki tej biednej dziewczyny. – mówi nagle i nim zdążysz znów spojrzeć na niego… znika.


 




Na posterunku Ella czeka przestępując z nogi na nogę obok twojego biurka.

- Jesteś w końcu. Dzwonie od godziny. – jest podekscytowana

- Co masz dla mnie?

-Dziewczyny nie zabito w tamtym domu. To jakaś maszyna ją rozerwała. Widzisz? – pokazuje ci zdjęcia – na niektórych widać ślady po linach. Trudno je było dostrzec bo powstały po śmierci.  – to przerażające, ale ty wciąż myślisz o swojej wizji i to pochłania cała twoją uwagę. Zabierasz jednak zdjęcia i notatki od Elli i jedziesz do mieszkania przyjaciela matki zabitej. Nie masz powodów go podejrzewać ale ten mężczyzna był taki pewny gdy mówił ci o nim… musisz to sprawdzić. Na miejscu nie musisz nawet się starać żeby znaleźć dowody. Mężczyzna właśnie kończy czyścił z krwi jakąś dużą maszynę w ogrodzie. Nie wiesz do czego służy,  ale na pewno nie do rozdrabniania ludzi. Natan nie zamierzał nawet ukrywać co zrobił. Powiedział ze dziewczyna chciała ujawnić ich romans a on nie mógł sobie na to pozwolić. On ją tylko popchną i to był „wypadek” jak sam powiedział. Ty jednak wiesz że większość takich morderstw to „wypadki” Wzywasz wsparcie i uznajesz sprawę za zamkniętą.

 


 

Wciąż myślisz o tej wizji dojeżdżając do domu. Na twoim podjeździe stoi czarnoskóry nieznajomy. Niespokojna wysiadasz i wiesz ze teraz twoja kolej. Wiadomość ze Natan zabił była prawdziwa więc umowa coś za coś jest aktualna.  Pewnie przyszedł zrealizować drugą część.

-Zanim powiesz co mam zrobić… zdradź mi swoje imię i skąd wiedziałeś kto to zrobił?

-Jestem Amenadiel. Widziałem co tam się stało. –wyznaje bez uczuć.

- Jak to? I nie zareagowałeś? – jesteś oburzona. Mogłabyś go zamknąć za to.

-Nie jestem tu aby powstrzymywać ludzi od grzechu.  Przybyłem aby nasz… mój brat wrócił tam gdzie jego miejsce.

-Nie obchodzi mnie to… - nie chcesz słuchać o rodzinnych dramatach. – Czego oczekujesz?

- Chcę żebyś odesłała Lucyfera do piekła.


 






Zaczynasz się śmiać. Nie wytrzymujesz i musisz. To jest naprawdę zabawne. Ludzie wokoło ciebie zwariowali czy to ty jesteś niedoinformowana? Widzisz że Amenadiel nie podziela twojego rozbawienia więc starasz się uspokoić.

-Przepraszam, ale wydaje mi się ze nie mam odpowiednich kompetencji. Może Bóg ci pomoże? Tam niedaleko jest kościół. – chcesz odejść ale ten znów łapie cię za rękę. Patrzy ci prosto w oczy jesteś jak w hipnozie. Nie możesz się ruszyć. Jak wtedy w „LUX”. Jesteś świadoma i wyczuwasz ze ten chce coś na tobie wymusić.

-Michael! – krzyczy i nagle odzyskujesz władze nad ciałem. Uciekasz do auta i odjeżdżasz.

Cała drżysz. To co stało się przed chwilą… nie to nie było prawdziwe. Nagle zdajesz sobie sprawę ze podjechałaś pod jedyne miejsce w którym nie chcesz być. „LUX”. Mimo wszystko wchodzisz do środka i pokonujesz windę która cię przeraza bo wierzysz że możesz uzyskać odpowiedz na swoje pytania właśnie w tym miejscu. Lokal jest pusty z chodzisz na dół z nadzieją ze znajdziesz Lucyfera. To on może ci wszystko wytłumaczyć. Za barem jednak zastajesz tylko jakąś kobietę. Chcesz kulturalnie zapytać o to czy zastałaś właściciela. Kobieta chyba nie jest w dobrym nastroju.

-Czego? – pyta wulgarnie.

-Ammm…szukam… Lucyfera. – dukasz.

-Nie ma go… a ty to kto?

-Nazywam się Jessica Storm.  Jestem…

- A to ty jesteś nową zagadką Lucyfera. Zastanawiałam się kogo tym razem ma za twór Boga… zawiodłam się. Znów miesza się w sprawy policji.

-Znów? – zastanawiasz się co ma na myśli.

-Już biegał za jedną taką… okazała się być podpuchą jego ojca… A ty czym jesteś?

-O co wam chodzi? Jestem Jess Storm, agentka specjalna Jessica Storm, człowiek. Co wam wszystkim dolega??? – zrezygnowana wychodzisz z klubu.

 
 


 




Wciąż nie wiesz co się dzieje wokoło ciebie? Nie masz szans na zadanie konkretnych pytań bo każdy ma cię za kogoś… znaczy za coś innego niż w rzeczywistości jesteś. Chyba znów zaczynasz wariować. Powinnaś zacząć znów odwiedzać doktor Martin. Tak to świetny pomysł i zrealizujesz go właśnie teraz. Do pani doktor nie musisz zbyt długo czekać. Jakiś pacjent odwołał jej wizytę wiec przyjmie cię od ręki.

-Witaj Jess. Dawno się nie widziałyśmy. – doktor jak zawsze sympatyczna.

-Dawno też nie miałam takich problemów. – wyznajesz i zaczynasz opowiadać o tym co ci się przydarzyło od feralnego dnia gdy poznałaś na ulicy przystojnego Pana Morningstar. – Czy to ma jakiś sens?

- Gdy się nad tym głęboko zastanowić…- doktor jest lekko zmieszana. Nie wie co powiedzieć ale szybko jej przechodzi i zaczyna swój naukowy wywód.  – Otóż Jess, to co się dzieje to przez twoje zamknięcie. Wciąż masz problem w ujawnieniu kim naprawdę jesteś. I gdy ktoś cię o to pyta masz mieszane uczucia.

- Ale ja wiem kim jestem. Tyle ze inni pytają mnie czym jestem? A to już mnie przeraża. I jeszcze ten Lucyfer.

-Co z nim?

-On pierwszy zapytał czym jestem. A ta jego barmanka mówiła coś o twoże Boga i nowej zagadce Lucyfera.

- Zagadce? - Doktor Linda ewidentnie coś wie? Musisz ją jakoś podpytać.

- Tak. Mówiła coś o jakiejś policjantce??? Pani coś wie?

-Niestety nie mogę ci niczego zdradzić… tajemnica zawodowa.

 
 


 
Oczywiście przyjmujesz do wiadomości bo z tyłu głowy masz już plan. Zamieniłaś z doktor Martin jeszcze kilka zdań a potem opuściłaś gabinet.  Nic ci nie dało spotkanie z nią oprócz jeszcze większych wątpliwości. Postanawiasz wrócić do domu. Tam szybko zasypiasz ale sen nie daje ci ukojenia. Zaczynasz śnić swoją wizje. Starcie między tobą a… Lucyferem. Masz w dłoni miecz. Twoje oczy błyszczą w jego płoną ogniki. Słyszysz za sobą donośny krzyk a potem wbijasz miecz w pierś Lucyfera. Budzisz się pełna lęku. To nie są twoje sny nie te które chciałabyś mieć. Sprawdzasz zegarek jest dobrze po jedenastej. Doktor martin pewnie już pojechała do domu. Możesz zacząć. Podjeżdżasz pod gabinet. Cudem wślizgujesz się do środka. Gdy już jesteś w jej gabinecie zaczynasz starannie przeglądać akta. Szukasz jednej, konkretnej teczki. Jest. Lucyfer Morningstar. Nie jest ci łatwo ale musisz ja przeczytać.


 
 
 
C.D.N.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz