wtorek, 13 czerwca 2017

"Pan Morningstar" #6

C.D.



Znalazłaś wiele ciekawych rzeczy w tych książkach. Nie byłaś nawet w połowie świadoma jak to wszystko się zaczęło. Cała historia Bóg, aniołowie, Lucyfer… to wszystko stało się naprawdę. Coraz mocniej upewniasz się że to wszystko prawda . Ale jak masz w to wszystko wpasować siebie? Zwykłego śmiertelnika. Wciąż czujesz strach, jednak Lucyfer jest jedyna osobą która może ci wyjaśnić to czego nie rozumiesz. Właśnie umówiłaś się z nim w kawiarni na rogu. Nie chcesz iść do jego klubu a tym bardziej zapraszać go do siebie.

 

 

Czekasz na niego już dobra pół godziny. Chyba cię wystawił? Czekasz cierpliwie mimo tego ze nienawidzisz spóźnień. Tym razem masz dobry powód. W końcu na horyzoncie pojawia się… Przystojny, elegancki Pan Morningstar. Gdy tylko jesteś w zasięgu jego wzroku nie spuszcza go z ciebie. Wszystko wydaje się jakby w zwolnionym tępię. Jak na tych filmach kiedy dwoje kochanków dostrzega siebie w oddali i zaczynają do siebie biedź. Ale wy nie jesteście kochankami skąd to dziwne napięcie….

-Witam Agentko Storm. – wesoły jak skowronek. Tobie nie jest tak wesoło. Czujesz się skrępowana w jego obecności. Naprzeciw ciebie siedzi…DIABEŁ! Twoja podświadomość wręcz krzyczy „UCIEKAJ”.

- Witam!. – mówisz najszybciej jak się da. – Panie…

- Oj. Nie wracajmy do tych formalnych zwrotów… Wiesz jak mam na imię.

-Ta. Lucyferze, czytałam trochę o tobie i twoim ojcu…

-Oficjalne źródła kłamią. – przerywa ci.

-Domyślam się że nie napisano tam całej prawdy. Dlatego zadzwoniłam. Chcę poznać twoja wersję.

- Moją wersję… dobrze- wydaje się zaskoczony ale poprawia się na krześle i zaczyna. Przez kilkanaście minut opowiedziała ci całe swoje życie ale nie usłyszałaś najważniejszego. -… Potem ojciec zesłał mnie do piekła i tak to wyglądało…

- Twój ojciec zesłał cię do piekła czy kimś się wyręczył? – znów zaskakujesz Pana Morningstar.

- Tak posłużył się… - Nagle wstaje. –Chodź..

- Dokąd?

- Nie opowiem ci tego bez odpowiedniej pomocy.

 


Lucyfer zabiera cię do jakiegoś domu. Szybko jednak wyjaśnia ci ze to dom jakiegoś kolekcjonera sztuki który jest mu winny ogromną przysługę. Mówi też że w środku jest coś co wyjaśni ci wszystko. Do już od wejścia wygląda jak muzeum, co rusz jakieś obrazy, rzeźby. Właściciel naprawdę musi mieć fioła na punkcie sztuki. Lucyfer zabiera cię na piętro gdzie, jak twierdzi jest odpowiedz do moich pytań. Ty jednak masz wrażenie że to jakaś gra. Otwiera przed tobą drzwi do ciemnego pokoju. Na ścianie naprzeciw wejścia wisi obraz. Widać go tylko dlatego że pali się przy nim kilka świeczek. Podchodzisz bliżej. Na płótnie namalowana jest scena którą wyobrażałaś sobie gdy czytałaś jak strącono Lucyfera do piekła, ale to co widzisz jest dużo bardziej brutalne i emocjonalne.

 


-Tak to właśnie wyglądało. Może nie do końca w końcu ja nie mam ogona.. przynajmniej nie takiego, niemniej mój brat był bardzo oddany ojcu i zrobił co musiał. – zerkasz na towarzysza. Wydaje się być zasmucony, nie dlatego że sobie przypomina całe to zajście. On żałuje i współczuje swojemu bratu…

- Twój brat nie chciał tego robić?

- Nasz ojciec jest bardzo przekonujący. Gdy wysłał mnie do piekła abym karał złych przeciwstawiłem mu się. Nie miał prawa odsyłać mnie… syna którego podobno kochał nad życie. Nikt oprócz mnie jednak nie umiał powiedzieć mu „NIE” wiec zostałem sam. Postanowiłem zebrać jednak kilku poddanych ojca ze sobą. Wtedy wywiązała się bójka. – mówi o tym tak spokojnie jakby to naprawdę była bójka braterska. Nagle zza pleców dobiega cię czyjś głos.

 


- Co tutaj się dzieje? – krzyczy jakiś mężczyzna. – Co wy… Pan Morningstar. Myślałem… Przepraszam. –jąka się. Potem zamienił z Lucyferem kilka słów i znika. Ciekawe czy zastraszył go czy zrobił mu jakieś szybkie pranie mózgu. Gdy jednak wraca do ciebie ma zupełnie inny nastrój.

- O czym to ja mówiłem. – zaczyna wesoło. – A no tak… Mój brat stanął po przeciwnej stronie a że był swego rodzaju żołnierzem tatusia poprowadził przeciwko mnie swoje zastępy anielskie i w efekcie zepchnął mnie w otchłań piekła.

- Ale nie winisz go za to. – Wciąż nie możesz rozgryźć co Morningstar czuje do swojego brata.

-Nie. Nie mniej niż innych moich braci ale Michael… - w monecie gdy tylko Lucyfer wypowiada to imię ty czujesz jak spadasz w bardzo jasne światło. Potem widzisz wszystko tak jakbyś wyszła z swojego ciała. Z twoich oczu wydobywa się jaskrawe białe światło które oślepia Lucyfera. Czujesz tą moc i potęgę jaka ogarnia twoje ciało.

 


Nagle wszystko znika i wracasz do siebie. Otwierasz oczy i widzisz przerażoną twarz diabła. Nie czujesz się najlepiej. Cała siła odeszła została słabość, mdłości i zawroty głowy. Mimo tego chcesz się dowiedzieć czegoś jeszcze co pomoże ci zrozumieć.

- Co zrobił… ON… zanim strącił cię do piekła?- zadajesz to pytanie ostatkiem sił i oczekujesz szybkiej odpowiedzi zanim przestaniesz funkcjonować.

- M.. Mój brat miał miecz który mógł mnie zabić, miał też na to pozwolenie ojca. Jednak nie zrobił tego, zesłał mnie do piekła myśląc że to będzie dla mnie lepsze. Nie chciał być tym który mnie zabije. To rozgniewało ojca i ten odbierając mu miecz zesłał go na ziemię.

 
 
 
C.D.N.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz